|
J
|
ak co
dzień wstała o 6:45 i zaczęła poranek od wypicia kubka ulubionej kawy. Bez
pośpiechu, delektowała się każdym łykiem, jakby był jedyny w swoim rodzaju,
specyficzny… Po miłym, pobudzającym akcencie postanowiła zacząć zbierać się do
pracy. Bardzo szybko upięła swoje długie, ciemne włosy w sztywny kok, a
następnie przeszła do uwidaczniania swojej porcelanowej urody. Pewnym ruchem
podkreśliła duże, zielone oczy, tak, by były dobrze widoczne spod okularów, a
usta pociągnęła delikatną szminką… Dobrze wiedziała też, co chce założyć,
wszystko dokładnie przemyślała wieczorem. Jak zwykle. Wzięła w dłonie nowy
koronkowy biustonosz w jej ulubionych barwach – czerni oraz czerwieni. Nie
obyło się także bez majteczek w tym samym wzorze i kolorze. Po chwili na jej
biodrach znajdował się już czarny pas do pończoch, do którego misternie je
przypinała. Bordowa, satynowa koszula, lekko luźna skrywała jej najskrytsze
tajemnice. Dopięła guzik pod samą szyją i zawiązała kołnierz na kokardę.
Czarna, ołówkowa spódnica idealnie ukazywała ponętny kształt jej bioder.
Przejrzała się w lustrze i przeciągnęła dłonią po swojej figurze. Czuła się
idealnie. Założyła czarny żakiet, a całość dopełniła wysokimi, czerwonymi
szpilkami.
Nie
czuła skrępowania, gdy chodząc po korytarzach firmy wszystkie oczy mimowolnie
były zwrócone ku jej osobie. Dobrze wiedziała, że potrafi działać na mężczyzn,
a kobiety jej zazdroszczą. Była tak pewna siebie. Być może dlatego nie była z
nikim związana. Jej pewność siebie i potrzeba dominacji sprawiały, że nie
widziała odpowiedniego kandydata dla siebie… Nie łudziła się też, że go spotka,
była zatwardziałą realistką. Po przyjściu do biura, załatwiła wszystkie
podstawowe sprawy i udała się na spotkanie dotyczące otwarcia nowego działu. W
końcu jej departament oraz ów nowy maja być wzajemnie powiązane. Przyszła
punktualnie. W pokoju znajdowała się grupka mężczyzn. Większość już znała, ale
jej wzrok skierował się pewnemu panu. Nie znała go wcześniej, zapewne będzie
jednym z pracowników nowego wydziału. Całe spotkanie obserwowała owego
wysokiego szatyna, który miał być, tak, jak ona szefem departamentu. Intrygował
ją… Czuła pewien pociąg do niego. Z zamyślenia wyrwał ją jego niski,
zdecydowany, ale bardzo czuły głos. Zrobiło jej się gorąco. Mężczyzna zaproponował
wspólny lunch, by mogli poznać się lepiej, skoro mają współpracować. Odmówiła.
Wykręciła się pracą, zabrała dokumenty i wyszła, pozostawiając go wpatrującego
się w jej falujące biodra. Siedząc, jak zamierzała w porze przerwy i
uzupełniając kwity, z małymi przerwami na niekontrolowane rozmyślanie o
tajemniczym współpracowniku, nie spodziewała się, że jej myśli nabiorą realnego
kształtu. Rozległo się pukanie do drzwi i nim zdążyła podnieść wzrok, do jej
biura wszedł nowo poznany mężczyzna z lunchem. Była zaskoczona, dotąd żaden
facet nie zachował się po odmowie tak, jak on. Patrząc na niego zza okularów,
uśmiechnęła się lekko. Zaprosiła go. Podczas lunchu rozmawiali o pracy. Tylko o
pracy. O nowych możliwościach, perspektywach… Niestety przerwa dobiegała końca,
a ona miała jeszcze tyle spraw. Delikatnie sugerując gościowi, by wyszedł, nie
spodziewała się, że on zaprosi ją na kolację. Dzisiaj. Ale ona dzisiaj nie
mogła, albo po prostu nie chciała. Nie… Nie pokaże mu od razu, że się nim
interesuje. Ty nie byłoby w jej stylu. Zaproponowała piątek. Nie ważył się z
nią dyskutować. Wyszedł.
Kolejne
dni mijały, jak każde. Praca, dom, spotkania z przyjaciółmi, siłownia… Ta
kobieta nie miała nudnego życia, dlatego też bardzo je lubiła. Nadszedł piątek.
Po powrocie z pracy wzięła szybki prysznic i zaczęła się zbierać na… randkę.
Pod błyszczącą, fioletową sukienkę założyła kremowy gorset z koronkowymi
wykończeniami, do którego dopięła czarne pończochy. Koronkowe stringi były
ledwie zauważalne, ale tak czuła się wygodnie, tak się sobie podobała. Założyła
czarne szpilki i płaszcz, a następnie wyszła.
Powitał
ją przed restauracją czerwonym goździkiem. Nie różą, nie tulipanem. Goździkiem.
To dziwne, skąd wiedział, że je lubi? Jednak nie miało to najmniejszego
znaczenia. Weszli do środka, stolik był już zarezerwowany. Gdy kelner podał
menu, zdecydowanie złożyła zamówienie. Spodobała mu się jej pewność siebie…
Oboje zdecydowali, że najlepszym dopełnieniem, pasującym do obydwu zamówień
będzie czerwone wino, najlepiej półsłodkie.
Tym razem, podczas drugiego ich wspólnego posiłku, nie padło słowo
„praca”. Rozmawiali o sobie. O zainteresowaniach, muzyce. Po pewnym czasie
można było zauważyć, że oboje byli sobą bardzo zaintrygowani. Nie obchodził ich
świat dookoła. W pewnym momencie on zaproponował jej, że pojadą do niego.
Może
to wino uderzyło jej do głowy, może zbyt mocno pociągał ją ten facet, ale po
dość krótkiej chwili znajdowali się u niego w mieszkaniu. Było proste, stylowe,
typowo męski mieszkanie. Przenieśli się do jego gabinetu. Na środku stało duże
drewniane biurko. Dookoła znajdowały się regały z książkami. Uwielbiała
książki… Cholernie podniecała ją myśl, że znajduje się z nim w tym miejscu
pełnym książek, bardzo różnych książek. Trzymając w rękach jedna z nich, nawet
nie zwróciła uwagi, gdy on przejechał dłonią po jej plecach, zatrzymując się na
biodrze. Zaczął całować jej szyję, gdy ona poczęła bić się z myślami. Może
powinna teraz wyjść? Ale przecież sama tego chce… Dlaczego zgodziła się przyjść
do niego, skoro zależy jej na nim? Dlaczego tak szybko? Wszystkie te pytania
jednak zapomniała z chwilą, gdy odwrócił ją i objął. Jego perfumy łechtały
czule jej nozdrza, a jego dłonie błądziły po jej szyi i ramionach. Czuła się
dobrze, chciała więcej… Zaczęła więc rozwiązywać mu krawat i rozpinać koszulę.
Po chwili, on zdecydowanym ruchem posadził ją na biurku, a ona oplotła jego
biodra swoimi nogami. Przez cały czas całowali się namiętnie, gdy ona badała
dokładnie jego umięśnione ciało delikatnymi dłońmi. On w tym czasie bardzo
delikatnie ściągał jej sukienkę. Oderwali się od siebie na chwilę. Patrzył na
nią, jak na ósmy cud świata. W delikatnym świetle wcześniej zapalonych świec,
wyglądała, jak bogini. Bogini, którą on za chwilę ma posiąść. Powrócili do
namiętnych pocałunków, tym razem nie ograniczając się tylko do ust. Całował jej
piersi wystające z gorsetu, skrawek ud, którego nie zakryły pończochy, ciepłą,
mocną dłonią dotykał jej pośladków… Z każdą sekundą ich oddech przyspieszał,
pragnęli siebie, jak dotąd nigdy nikogo. Jakby za chwilę miał się skończyć
świat. Ku jego zdziwieniu, zeskoczyła z biurka i uklękła przed nim. Dotykał jej
rąk, gdy ta rozpinała mu spodnie. Bardzo delikatnie zsunęła je z niego,
ukazując jego męskość w całej okazałości. Bawiła się. Na przekór zbliżała swoje
usta, do jego penisa, a później je zabierała. Delikatnie lizała, całowała,
podgryzała. W końcu wzięła go do ust. Przesuwając ręką po jego trzonie, ssała
główkę. Było mu bardzo dobrze, jednak po pewnym czasie zdecydował się przerwać.
Nie chciał dojść w jej ustach. Były zbyt piękne. Podniósł ja delikatnie i
ponownie zaczął całować, schodząc niżej i niżej… Odwrócił ją tyłem do siebie i
oparł o biurko. Ciągle całując jej plecy, odpinał pończochy, ale nie ściągał
ich. Zrobił coś innego – zdecydowanym ruchem zdjął jej stringi. Nagle poczuła
jego dłoń miedzy nogami. Nie wytrzymując uderzeń gorąca, które sprawiały, że
jej oddech był szybki, rozpięła górne haftki gorsetu, tym samym uwalniając
pełne piersi. W tym samym czasie, on bardzo delikatnie lizał jej cipkę. Dłonią
pieścił pośladki. Była tak podniecona, że nie chciała już więcej czekać.
Chwyciła jego dłonie i pociągnęła ku górze. Zrozumiał od razu o co jej chodzi i
szybkim, zdecydowanym ruchem wszedł w nią. Jego ruchy były wolne, mogła czuć
doskonale każdy centymetr, który ją wypełniał. Jedną rękę miał opartą o jej
pośladek, zauważył, że podnieca ja tym; druga zaś, błądziła między jedną
piersią, a drugą. Jakby nie mógł się zdecydować… Zaskoczyła go bardzo, gdy w
pewnym momencie delikatnie odepchnęła go od siebie i odwróciła się, by go
pocałować. Bez słów pokierowała go na podłogę i usiadła na nim. Teraz mógł nie
tylko pieścić jej biust, ale także patrzeć na niego, jak i na jej śliczną
buzię. Trwali w te pozycji tak długo, aż oboje poczuli, że nadchodzi ich spełnienie.
Patrząc na jej wygięte w łuk ciało, którego żądza została właśnie spełniona,
poczuł, że za chwilę eksploduje. Bez zbędnych słów wtuliła się w niego, a on ją
czule przytulił, jakby była jego skarbem.
Nazajutrz
odbyło się nieplanowane zebranie rady. Szef nowopowstałego departamentu dostał
propozycję pracy w innej firmie, którą przyjął. Poczuła się oszukana. Chyba
niepotrzebnie robiła sobie nadzieję. I to po czym? Po jednej kolacji? I seksie?
On zaspokoił swoją żądzę, a ją zostawił z wyrzutami. Przez resztę dnia starała
się ukrywać swoja złość, żal, rozczarowanie, czy cokolwiek to było. Pod koniec
godzin pracy, zadzwoniła do koleżanki i odmówiła wcześniejsze spotkanie.
Chciała teraz być sama. Wróciła do domu, wzięła prysznic i ubrała dresy.
Zachowała się, jak głupia nastolatka… Po kilku chwilach nieudanych prób
odnalezienia w telewizji czegoś interesującego, postanowiła na koniec dnia
sprawdzić pocztę. Ku jej zaskoczeniu, na pierwszej stronie była wiadomość od
niego:
„Witaj. Mam
nadzieję, że nie skreśliłaś mnie z powodu zmiany pracy. Myślę, że teraz
będziemy mogli spotykać się bez wrzutów. Co Ty na to?”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz